Poglądy
Od dawna śledzę wszystko to co się mówi i piszę na temat medytacji, jak też to wszystko co dotyczy energii.
Uważam, że nadszedł czas, by zająć się powszechnie funkcjonującymi na ten temat mitami i dać Czytelnikom kilka słów wyjaśnienia.
Mitem jest to, że do medytacji potrzebne są różnego rodzaju procedury i techniki. To samo dotyczy również ogólnego przekonania, że należy usiąść, iżęś tam czasu przesiedzieć, zmuszając się, by medytować. Używa się tak wielu słów na temat medytacji, nie rozumiejąc tak naprawdę na czym ona polega.
Osiągnąć ten stan - do którego rzekomo można dojść przez wielogodzinne, a nawet wręcz wieloletnie praktyki - można w sposób o wiele prostszy niż to się powszechnie sądzi.
Bycie w stanie ciszy można się nauczyć poprzez prostą relaksację.
Medytacja nie jest siedzeniem i skupianiem się nad czymś - jak byciem w stanie ciszy przez cały czas, tzn. Bez względu na to gdziekolwiek jesteśmy i cokolwiek robimy. I ta cisza właśnie umożliwia czujność w każdej sytuacji, obserwację i możliwość korygowania swoich reakcji natychmiast. Jest to bycie w stanie emocjonalnego „zera" - wtedy wszystko, co postrzegamy, jest jasne i klarowne, bo nie jest zaciemnione przez emocje. W takim stanie nasze reakcje są jedyne właściwe dla danej sytuacji; dlatego, że w momencie pojawienia się jakiegokolwiek problemu, zawsze jest również jedno właściwe rozwiązanie - wystarczy po nie sięgnąć, bo wszystko jest w nas, tylko trzeba to z siebie wydobyć. Jeśli zadajemy sobie pytanie, zawsze otrzymujemy odpowiedź, ale żeby ją usłyszeć - musimy być w ciszy; a jak możemy usłyszeć, jeśli w naszej głowie kłębią się tysiące myśli? Warunkiem koniecznym jest CISZA.
Medytacja, czyli cisza, nie jest uzależniona od znajomości własnego kosmogramu. Natomiast koncentracja na własnym kosmogramie (dla osób wtajemniczonych w astrologię) w momencie comiesięcznego nowiu lunarno-solarnego i roczego nowiu solarno-lunarnego rzeczywiście może być pomocne w zrozumieniu siebie i w pracy nad sobą, jak nowy początek i krok do przodu w indywidualnym rozwoju.
Chcę jednak zwrócić uwagę, że pierwotnie stanem naturalnym była cisza; dopiero później człowiek w swoim pędzie ku cywilizacji zagubił naturalny stan ciszy, kiedy był w harmonii z całym Wszechświatem - jako część całości - i kiedy miał naturalny kontakt z własnym wnętrzem, więc nie potrzebował żadnych technik, żeby dotrzeć do siebie. Dopiero jak utracił ten kontakt, szuka metod pośrednich, by dotrzeć do siebie.
Również faktem jest, że różnego rodzaju mentry, czy to indywidualne, czy zbiorowe, wszelkie modlitwy, różańce itd. - zasilają eneregetycznie ich twórców, co jest zgodne z wiedzą o energiach.
Również chcę powiedzieć, że manipulacja medytacją jest możliwa tylko wtedy, kiedy wraz z różnego rodzaju mantrami sami oddajemy energię.
Chcę w tym miejscu również rozwiać powszechnie krążący mit, że ktoś jest energetycznym wampirem i ściąga z nas energię. Nie dajmy się zwariować! Gdyby rzeczywiście było to możliwe w taki sposób, to trup ścieliłby się gęsto - co faktem nie jest.
Natomiast sprawa wygląda zupełnie inaczej. Energię można tracić wyłącznie sami poprzez wchodzenie w stany emocjonalne takie jak: euforia, agresja, litość, żal, zawiść, lęk, strach i wszelkie inne stany emocjonalne. Uwalniając więc w taki sposób energię, stajemy się jak przedziurawiony balon, z którego uszło powietrze, a my posądzamy kogoś, że nam ściągnął energię - a to po prostu jest niemożliwe, gdyż bez naszego pozwolenia (świadomego lub podświadomego) nikt nam energii zabrać nie może. Zamiast więc szukać winnego tego stany na zewnątrz, zajmijmy się raczej obserwacją siebie i uchwyceniem własnych emocji.
Jeśli więc mówimy o manipulacji drugim człowiekiem musimy sobie uświadomić, że może się to odbywać tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jest w nas lęk, strach, obawa - wtedy ktoś rzeczywiście może nami sterować. Zresztą to nie jest nic nowego, bo przecież Huna właśnie to wykorzystywała (choćby np. tzw. „Modlitwa śmierci").
Warto więc zrozumieć, że to czy podlegamy manipulacji czy też nie, tracimy energię czy też ją zatrzymujemy - zależy wyłącznie od nas samych.
Warto również uświadomić sobie fakt, że nasze zachowania i działania są automatyczne; na określone bodźce reagujemy jak za naciśnięciem na odpowiedni guzik. Żeby przestać reagować automatycznie, proponuje wziąć 3 głębokie oddechy w następujący sposób: wdech - zatrzymujemy powietrze - wypuścić. Sami możemy się przekonać, że nasze działania będą spokojniejsze i w związku z tym bardziej skuteczne.
W taki właśnie sposób możemy przerwać ciągłą gonitwę myśli w naszej głowie, która nie rozwiązuje niczego, a jedynie sprawia, że stajemy się coraz bardziej nerwowi i wpadamy w coraz większy chaos.
Największym niebezpieczeństwem dla nas są właśnie zaciemniające rzeczywistość emocję, przez które - zamiast widzieć jasno - widzimy wszystko w krzywym zwierciadle.
Poza tym emocje są przyczyną wielu dolegliwości fizycznych, z czego najczęściej nie zdajemy sobie sprawy. Dzieje się tak dlatego, ponieważ psychika jest ściśle powiązana ciałem i wszelkie negatywne stany psychiczne odbijają się również stanami chorobowymi i zmianami w ciele.
Ponieważ kreślę tę refleksję wiosną, namawiam do tego, by dla własnego dobra wrócić na łono przyrody i nauczyć się od niej naturalnej ciszy i harmonii, by później w każdej chwili móc wrócić do tego stanu ciszy poprzez przywołanie obrazu jasnozielonej łąki - barwy, która pomaga w odprężeniu ciała, uspokojenia myśli, wyciszeniu emocji i pozbyciu się stresów.